Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/dicenti.pod-polityka.bieszczady.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
Dobrze ci tak, trzeba było kupić bilet w sieci, pomyślał.

Rozdział 39

Dobrze ci tak, trzeba było kupić bilet w sieci, pomyślał.

- O nie! - Potknęła się i zaraz podniosła, ale nogi miała jak z ołowiu. Suche liście zaszeleściły pod stopami, gdzieś w oddali zawył pies. - Charles? Już idę! - Biegła przed siebie, zdyszana, obłoczki jej oddechu unosiły się w mroźnym powietrzu. Gdy dotarła do brata, upadła na kolana i zacisnęła palce na drzewcu strzały. - Nie! - ostrzegł ją przerażony głos. Odwróciła się i zobaczyła bladą i wyczerpaną twarz Griffina stojącego między młodymi drzewami. Na kołnierzu i potarganych włosach zebrał mu się śnieg. - Pomóż mi! - zawołała. Griffin nie ruszył się. Wpatrywał się w strzałę. - Nie wyciągaj jej! - Ale on umiera! - Jej głos odbił się echem po lesie i zawirował razem ze śniegiem. - Zabijesz go, jeśli wyciągniesz strzałę. Nigdy nie było z niego żadnego pożytku. Żadnego. - Na litość boską, biegnij! - wrzasnęła, próbując zmusić go do działania. - Sprowadź pomoc! Biegnij do domu! Charles zajęczał. Z kącików ust sączyła się krew. Patrzył na nią zamglonymi oczami, ale chyba jej nie widział. Śnieg zaczął przykrywać mu twarz. - Biegnij! - wrzasnęła na Griffina, ale zniknął za gęstniejącą kotarą śniegu. Po prostu zniknął. Przestrzeń między dwoma drzewami nagle pociemniała i opustoszała. Nie było czasu do stracenia. Musiała coś zrobić. Przezwyciężyła strach, chwyciła mocno strzałę i pociągnęła. Palce ześliznęły się po śliskim drzewcu, strzała nawet nie drgnęła. Caitlyn jeszcze raz zacisnęła palce. Zamknęła oczy i pociągnęła z całej siły. Usłyszała chrzęst i zorientowała się, że trzyma w górze strzałę z grotem błyszczącym czerwono w świetle wschodzącego księżyca. Charles złapał ostatni chrapliwy oddech. Wydał przeraźliwy jęk, a potem zaległa cisza. Martwa cisza. Był taki spokojny. Nieruchomy. Odsunęła się od niego, zerwała na równe nogi i zaczęła biec. Szybciej. Między brzozami. Szybciej. Przez zamarznięty strumień. Szybciej. W górę, do domku łowieckiego. W płucach czuła ogień, jej stopy ślizgały się po oblodzonej ziemi. Las był ciemny. Złowieszczy. Napierał na nią, a niebo bombardowało ją śniegiem i lodem. Śnieg przykrył znajome ścieżki, przykleił się do rzęs, kłuł w policzki i przemalował krajobraz tak, że nie wiedziała, gdzie jest i dokąd iść. - Pomocy! - krzyknęła, wciąż trzymając strzałę. - Błagam! Pomocy! - Caitlyn? - Głos Bernedy był kruchy jak zmarznięta gałązka. Caitlyn nie widziała matki przez śnieżną zamieć. - Mama? Gdzie jesteś? - Caitlyn? Chodź tutaj natychmiast! - syknęła matka.
wszystkimi zbrodniami, do których doszło w Los Angeles i okolicach w ciągu ostatniego
Daruj sobie, Bentz, drwił jego umysł. Nie ma Jennifer. Nie istnieje. Wiesz o tym.
eksmodelka i urodzony handlowiec, przyczyniła się do sukcesu firmy.
co zaczął tamten.
Rozdział 13
usiłowała dostrzec osobę, która przygważdża ją do posłania.
O Matko Boska.
Musiał.
– Ale nie jesteś samotnym strzelcem, co? Ktoś ci chyba pomaga?
– Akurat.
siebie, i podniosła łyżkę. – Kto?
O nie.
Chcąc zebrać co większe kawałki, przecięła sobie opuszkę palca. Krew kapała do

– Z mordercami?

O1ivia zachowała się jak przerażona, bezradna kobietka.
Pogadamy za sześć tygodni.
go i zaplotła ręce na piersi. – Co chcesz wiedzieć?
podrzucić po drodze. – Kristi się roześmiała. – Za plecami nazywałam ją Żółwicą, bo tak
nazwisko Bentza. – Mam zaufać tobie? Zabójcy mojego brata?
firmy ogrodniczej pracującej w tej dzielnicy. Samochód się zepsuł i czekał na pomoc
butelce. Czy pozwolił, żebym się nim zajęła? Nie! – Pociągnęła nosem, wyprostowała się.
zakleiłam jej zaskoczoną buzię. Potem przyszedł czas na kajdanki Sherry – zatrzasnęłam je na
Dziwne, że siostra nie odpisuje, nie oddzwania. Od wieków planowały tę imprezę! No,
Przewróciła jeszcze kilka stron, kolejne wspólne zdjęcia rodziny, a potem... potem
ciąży. Powinnam ci powiedzieć.
– I jak ci się to podoba? – mruczę pod nosem i mam nadzieję, że skręca się z niepokoju.
Jej serce na moment przestało bić.
– Cholera. – Po krótkim milczeniu Hayes wziął się w garść. – Poinformowałem Straż
Skrzywił się, gdy ciszę przerwało radosne ujadanie. Psia klapka w drzwiach otworzyła się

©2019 dicenti.pod-polityka.bieszczady.pl - Split Template by One Page Love